CO Z TEGO WYCHODZI, GDY NAM „ZBÓJ” PO GŁOWIE CHODZI? Historie ze „zbójem” w tle!

Większość z nas słysząc słowo „zbój” widzi postawnego mężczyznę (zazwyczaj z brodą), o szemranej przeszłości, z którym spotkania należy unikać. Wielu z Was odwiedzając Polskę jadło także smakowity „placek po zbójnicku”. Czy znacie jednak najsłynniejszą piosenkę o zbójnikach, którą już w przedszkolu śpiewają polskie dzieci lub czy mieliście szansę doświadczyć czym jest „zbójnicki”? Nie wiem też, jak dobrze pamiętacie bohatera słowackich i polskich legend, czyli Janosika? Poniższy wpis powinien przynieść kilka podpowiedzi – zapraszamy do zbójnickiej lektury i odkrywania ile historii kryje w sobie to krótkie, lecz dynamiczne słowo.

Władysław Skoczylas, Pochód zbójników

ILE O ZBÓJNIKU WIADOMO?

Pod słowem „zbójnik” rozumiemy członka góralskiej bandy rozbójniczej, złożonej głównie z chłopów. Co zaś robił zbójnik? Ano napadał, rabował, porywał…słowem same przyjemne rzeczy! Co ciekawe, rozpowszechnione w dawnej Polsce (XVI–XVIII wiek), przede wszystkim na obszarach górskich i podgórskich „zbójnictwo”, nie było tylko i wyłącznie hulaszczym czy przestępczym stylem życia – stanowiło często jedną z form walki chłopów z uciskiem feudalnym. Łatwo się więc domyślić, iż o tych zorganizowanych grupach bywało głośno, szczególnie, iż napadały one na dwory, probostwa, zajazdy czy wędrownych kupców – rzadziej zaś na zamożniejsze gospodarstwa chłopskie.

By zadośćuczynić grzesznemu życiu, zdarzało się, że zbójnicy fundowali przydrożne kapliczki, a nawet niewielkie kościoły (co oczywiście nie stało w sprzeczności z równoległą grabieżą parafii). Co ciekawe, zbójnicy mieli swe zasady – nie gardzili żywnością, za którą jednak kulturalnie płacili, i to odróżniało ich od zwykłych przestępców!

Na czele zbójników stał harnaś, zwany też hetmanem, sprawujący władzę niemal absolutną. Zbójnicy, uzbrojeni w ciupagi, specjalnie preparowane pałki i pistolety, ruszali na rabunek, który był podstawowym źródłem ich utrzymania. „Chodzenie na zbój” różniło się jednak od zwykłej działalności przestępczej, było bowiem zjawiskiem zawierającym elementy góralskiej tradycji oraz ludowej magii. Zbójnictwo wykształciło też specyficzny folklor, będący mieszaniną obyczajów polskich, węgierskich, wołoskich i kozackich, wyrażający tęsknotę za wolnością, równością i sprawiedliwością.

W przekazie międzypokoleniowym opinia o zbójnikach jest raczej pozytywna, a wszystko za sprawą tzw. legendy góralskiej utwierdzającej mit o „szlachetnych złoczyńcach”.

Prawdziwą sławą wśród zbójników był Juraj Janosik – tatrzański harnaś, kreowany przez literatów na słowackiego bohatera narodowego. Postać kojarzona jest w Polsce z rolą Marka Perepeczki w filmie Jerzego Passendorfera z 1974 roku. Imię Janosika i jego legenda znane są w Polsce, Czechach i na Słowacji!

„PO ZBÓJU” / „TY ZBÓJU!”

Potoczny język polski także wykorzystuje „zbója”. Gdy w rozmowie usłyszycie wyrażenie „po zbóju” wiedzcie, iż mowa o czymś naprawdę dużym. Czasem też „zbójem” określa się osobę bez manier, która nie umie się zachować w towarzystwie.                                                                                   

 „ZBÓJNICKI”

Są takie momenty w życiu, gdy serce bije mocniej. Jednym z nich jest doświadczenie „zbójnickiego”. I uwierzcie mi, ogromne emocje wzbudza już samo patrzenie na tańczących.

Zbójnicki to taniec korowodowy, jeden z niewielu zachowanych w Polsce reliktów dawnych tańców po kole, wykonywany jedynie przez mężczyzn. „Zbójnickiego” tańczy co najmniej 4 panów, z których jeden jest prowadzącym. Rozmaite odmiany tego typu tańca znane są w całych Karpatach (np. kozak, kazaczok, hucułka), jednakże na Podhalu jest on najbardziej  atrakcyjny i wymaga od tańczących wykazania największej sprawności.

W swej zamierzchłej historii „zbójnicki” był tańcem pasterskim z elementami tańca wojennego (pozostałością są używane w tańcu ciupagi). Dawniej wykonywany był jako taniec solowy, z czasem (od końca XIX w.) przekształcił się w taniec grupowy i stał się symbolem kultury ludowej Podhala.

Przepiękny opis tego żywiołowego tańca zostawił nam Tytus Chałubiński:

„Chyba jest coś z opętania w tym tańcu. Wyraża się w nim dzikość, pierwotność, a ileż  w tym polotu, śmigłości, fantazji, temperamentu, żywiołu! Co robią tancerze? Drepczą coraz prędzej po obwodzie koła, rytm tańca staje się coraz szybszy, muzyka zawisa na strunach cienkim piskiem. Harnaś w środku nie przestaje się nosić dokoła swej ciupagi. On znajduje dla siebie inny, osobny rytm w tej muzyce. Juhasi gwiżdżą naraz przez palce, zatrzymują się. Go drugi odwraca się ku pierwszemu, trzema parami, w przysiadach podskakują ku sobie co chwilę. Wyciągają ręce uzbrojone w kije. Chyba to ma być wyobrażenie bitki. Znów. szykują się w gęsiego, drepczą jak przedtem, tylko szybciej i bardziej nerwowo. Co minutę któryś i z nich hipka w górę. Ścieśniają koło, muzyka gra jak oszalała, coraz szybciej, coraz szybciej (…)”

Absolutnie musicie zobaczyć „zbójnickiego” w akcji.  Tutaj zaś polecamy Wam najsłynniejszą „zbójnicką” piosenkę W murowanej piwnicy, śpiewaną na melodię ludową.

„PLACEK PO ZBÓJNICKU”

Będąc w Polsce, szczególnie zaś na Podhalu, koniecznie spróbujcie „placka po zbójnicku”, zwanego inaczej „plackiem po węgiersku”. Wyśmienite danie, o którym mowa, to duży placek ziemniaczany podany z gulaszem mięsnym i sosem na bazie śmietany. Nie będę Was oszukiwać – nie jest to obiad z kategorii najmniej kalorycznych – jednak zapewniam – jego smak i zapach pozostanie z Wami na długo! A skąd ten „zbójnicki” przymiotnik? Zapewne dlatego, iż idealnie oddaje on charakter owej potrawy – ostry, duży, soczyście opływający mięsem – jednym słowem nie pogardzi nim żaden zbój!

Ps. Czekając na zamówione placki, odczuwając wielki głód możecie powiedzieć: „Jestem głodny, po zbóju!”. Zanim jednak otworzą restauracje – placki możecie zrobić sami.

Smacznego!

Autor: Iwona Huber

Dodał epolish w dniu 04-05-2021 · Opublikowano w kategorii Język polski, O Polsce
Udostępnij ten post

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *